Sobota, 31. lipica 2010r., 21:27
Zastanawiam się czasami nad tym, czy nie warto byłoby obudzić samą siebie z życiowej hipnozy. Nachodzą mnie chwilowe motywacje i świadomość szczątków możliwości, jakie mi pozostały. W jedną chwilę wstaję z fotela i postanawiam określić własne cele. Po minucie ten stan euforii mija.
Tak czy inaczej, od pewnego czasu systematycznie pojawia się u mnie myśl o sporządzeniu listy własnych marzeń i celów. Nie mówię tu o fantazyjnych wizjach, w których na skrzydłach latam ponad światem. Po prostu przyszła mi na myśl pewna życiowa prawda, którą wywnioskowałam z własnej obserwacji - człowiek czuje się lepiej, gdy widzi, że może coś zdziałać, że małymi krokami osiąga wyznaczone sobie cele.
Cóż, rodzi się więc w mojej głowie plan postawienia sobie niewielkich zadań do wykonania. Przychodzą mi na myśl błahostki, które chcę spełniać udowadniając sobie tym samym swoją własną siłę i determinację w dążeniu do celu.
Jak mi takowy plan zadziała w praktyce - już niedługo się okaże.
Czwartek, 22. lipica 2010r., 13:18
Człowiek ma ponoć wybiórczą pamięć - docierające do mózgu informacje są selekcjonowane, odrzucane, bądź też zapamiętywane. Szkoda tylko, że sami nie jesteśmy w stanie dokonywać wyboru o zachowaniu ich w pamięci. O ile prościej byłoby po prostu wcisnąć delete w celu pozbycia się niewygodnych wspomnień.
Niektóre z nich są jak wystrzelony pocisk, którego odpryski wciąż ranią, mimo tego, że właściwa przyczyna bólu została już dawno usunięta. Rana się zagoiła, ale strup jest ciągle rozdrapywany. Kolejna ironia życia i ludzkiego organizmu, a może nawet duszy - o ile takowe coś istnieje.
Czy nie można po prostu zasnąć i obudzić się jako tabula rasa?
Wtorek, 13. lipica 2010r., 13:57
Po raz kolejny moja długa nieobecność na blogu poskutkowała zaskoczeniem - tym razem, o dziwo, pozytywnym. Całkiem schludnie wygląda teraz mylog, zdecydowanie widać jego rozwój, co bardzo mnie cieszy i zachęca do powrotu do systematycznego blogowania. Ale zapewne tego nie zrobię, bo nie zamierzam po raz kolejny ekshibicjonować tu własnego "ja".
A może jednak?...
Cóż, na dzień dzisiejszy nie mam zbyt wielu przemyśleń do przekazania, gdyż, mówiąc wprost, staram się nie myśleć. Może i zastanawiam się nadal od czasu do czasu nad wadami i zaletami świata, ale ciężko jest mi wysnuć z tych rozważań jakiekolwiek wnioski, poza jednym - świat jest bezpłciowy, nijaki i nudny. Zmianą, jaka zaszła we mnie jest to, iż wcale nie próbuję i nawet nie chcę tego zmieniać. Dni ciągną się od porannego ubierania do wieczornej kąpieli, poprzez śniadanie, drzemkę, obiad, kilka bajek i masę krzyków. Niech tak zostanie, niech będzie jak jest - byleby tylko nie zrobiło się znów gorzej.
Odbiegając od tematu mojej monotonnej codzienności, weekendy przez ostatni rok toczyły się w trochę innym rytmie - mianowicie w rytmie edukacji na stopniu wyższym. Z pierwszego zakończonego na uczelni roku mogę wywnioskować mniej więcej tyle, że niewielkie są różnice między liceum a uniwersytetem. Cel jest wciąż ten sam: "zdać" i wciąż uświęca środki - czy to ściągi, czy regułki w pamięci, czy wykorzystanie zasobu informacji z mózgu. Nie sposób jest ważny, lecz efekty. Jeśli zaś chodzi o różnice, to należy wymienić więcej swobody w samodzielnej nauce, szczegółowy i odrobinę bardziej przydatny materiał oraz ludzi-studentów. To właśnie ludzie są główną cechą, która różni liceum i uniwersytet, ponieważ uczniów zwykło łączyć miejsce pochodzenia, wspólne podwórko i podobne znajomości. Studentów jednak częściej łączy zainteresowanie pewną określoną dziedziną nauki, którą wspólnie starają się zbadać i zgłębić swoją wiedzę na jej temat.
Tak, całkiem dużo wypociłam, jak na osobę, która nie ma nic do powiedzenia. Żegnam samą siebie i czekam na swój własny powrót - rzecz jasna w wielkim stylu.
Środa, 23. września 2009r., 14:22
Po trzech dniach tułania się po Urzędzie Pracy mam wrażenie, że znam tamtejsze zakamarki lepiej, niż wszyscy pracownicy urzędu razem wzięci. Ciągłe czekanie na korytarzach wprawiło mnie w niezwykłe znużenie, a od biegania od biura do biura mam mętlik w głowie. Nie wspomnę już o rażącej niekompetencji urzędników i ich ślamazarności, które doprowadziły mnie już prawie do skraju załamania nerwowego.
I pomyśleć, że to wszystko dla marnego stażu za marne grosze, z którego zresztą mam zamiar zrezygnować już za miesiąc na rzecz ciekawszych zajęć.
Gdzie jest logika w tym kraju się pytam?
Środa, 9. września 2009r., 09:57
Miałam swój własny plan, który wcale nie zakładał powrótu na Myloga.Nie pisałam nigdzie nic, nie mówiłam za wiele. Jednak dziś się złamałam i piszę te kilka słów w internetowym pamiętniku. Nie do końca zgadzam się z przemianą, jaka tu nastąpiła. Kolejny serwis społecznościowy zamiast serwisu blogowego? Cóż, mam nadzieję, że w ten sposób Mylog z kruchego człowieczka stał się nieśmiertelnym wampirem.
Zapewne powinnam dać sobie spokój z takimi wirtualnymi błahostkami, ale co innego mi z życia pozostało? Tylko mój mały, blogowy, wirtualny świat.
W taki sposób witam Was wszystkich po kolejnym powrocie do domu - do Myloga.
Wtorek, 27. stycznia 2009r., 14:23
Nie rozumiem wielu spraw, żyję w letargu. Patrzę na szczęście innych ludzi i myślę: czemu nie ja? co ja komu zrobiłam? Widzę śluby, rodzinne zdjęcia, wspólne mieszkania, dobre wyniki matur, satysfakcjonującą i dobrze płatną pracę, świetne imprezy do białego rana...
Dlaczego mnie nie ma wśród tego wszystkiego? Gdzie wszystkie dobra materialne i duchowe przeznaczone dla mnie? Czemu świat o mnie zapomniał i nic mi nie skapnęło z tych życiowych skarbów?
Zostałam męczennikiem sprawy narodowej, rodem z mickiewiczowskich "Dziadów III". Tylko że mnie nikt nie dedykuje swoich dzieł, nawet żaden podrzędny pisarzyna. Zresztą, czy to by cokolwiek zmieniło?
Piątek, 23. stycznia 2009r., 22:02
Dociera do mnie, że nigdy już nie wybiorę się na wędrowny obóz jeździecki ani nawet na ten "nasz" zwykły, mrzeżyński, harcerski. Nie polecę na ferie do Dublina ani nie spędzę wakacji imprezując nad morzem z przyjaciółmi. Bo gdy będę miała taką możliwość, będę już na to wszystko stanowczo za stara.
Ale przecież ja to wszystko wiem, wiedziałam od dawna...
Skąd więc te wszystkie złudzenia?
Sobota, 17. stycznia 2009r., 21:58
Szwankujący mylog doprowadza mnie do szewskiej pasji. Uważałam, że jest najlepszy, ale teraz jestem zawiedziona. Zawsze, gdy chcę coś "nabazgrać", ukazuje mi się wspaniały komunikat "Przerwa techniczna". A tak wiele z mojej przeszłości zawiera się w tych wszystkich zdaniach na blogu...
Jestem w transie i piekę jak szalona. Ciasto, rogale, babeczki, pizzę. To już zaczyna być jak obsesja. Szkoda, że przygotowaniom do matury nie poświęcam tyle czasu, ile piekarnikowi.
Z wielkim bólem rozpoczęłam swój ostatni rok życia z końcówką "-naście". A wydaje mi się, że wciąż jestem szaloną piętnastolatką...
(c) Wykonane własnoręcznie,
zdjęcie googlowe.